Straż pożarna podsumowała pożar hal w Buszewie: kilka milionów strat i ponad 150 strażaków w akcji

2

W niedzielę, 17 listopada o godzinie 20:36 doszło do pożaru hal w zakładzie produkcyjnym w miejscowości Buszewo.

Do zdarzenia zadysponowano policję, trzy zastępy straży pożarnej z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Szamotułach, a także wozy bojowe z Ochotniczych Straży Pożarnych z gminy Pniewy, Duszniki, Kaźmierz, Szamotuły, Ostroróg, Obrzycko oraz Wronki. Za pośrednictwem Stanowiska Kierowania Komendanta Wojewódzkiego do zdarzenia wysłano kontener ze sprzętem ochrony dróg oddechowych z JRG 6 Poznań, kontener ze środkiem pianotwórczym, OSP Tarnowo Podgórne i OSP Golęczewo.

Po dojeździe na miejsce zdarzenia zastano pożar hali magazynowej oraz hali recyklingu tworzyw sztucznych do produkcji pianki. Ochroniarz poinformował strażaków, że w środku nie ma innych osób. Hala magazynowa była konstrukcji stalowej – dach pokryty płytą obornicką, natomiast hala do recyklingu była murowana – dach pokryty blachą falistą.

Działania strażaków polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, odłączeniu dopływu energii elektrycznej, oświetleniu terenu działań, podaniu czterech prądów gaśniczych w natarciu na palącą się halę magazynową, podaniu pięciu prądów gaśniczych w natarciu na palącą się halę recyklingu, podaniu trzech prądów gaśniczych w obronie na pobliskie budynki oraz butle z gazem propan-butan, dowożeniu i dostarczaniu wody do celów gaśniczych, zbudowaniu magistrali zaopatrzenia wodnego, dokonaniu pomiarów kamerą termowizyjną oraz dogaszeniu pogorzeliska. – informuje PSP Szamotuły.

Na miejsce zdarzenia przybyła Grupa Operacyjna z Komendy Wojewódzkiej PSP w Poznaniu, Grupa Operacyjna z Komendy Powiatowej PSP w Szamotułach, starosta powiatu, burmistrz Pniew oraz przedstawiciel Powiatowego i Gminnego Centrum Zarządzania Kryzysowego.

Spaleniu uległa hala magazynowa i recyklingowa o łącznej powierzchni 3600 metrów kwadratowych, w których znajdował się granulat wykorzystywany do produkcji pianki, trzy wózki widłowe, podkłady pod panele oraz inne tworzywa sztuczne. Straty wyniosły ok. 3,5 mln. złotych, natomiast uratowano mienie (halę produkcyjną z linią technologiczną, budynek socjalno-biurowy oraz magazyn wyrobów gotowych) o wartości 15 mln. zł. – informuje PSP Szamotuły.

Działania gaśnicze trwały 19 godzin, brało w nich udział 151 strażaków (34 zastępy), policja oraz pogotowie energetyczne.

Zobacz więcej:

2 KOMENTARZE

  1. Nie rozumiem dlaczego ludzie nie zakładają alarmu z czujnikiem pożarowym ?! Ja mam taki czujnik przy systemie alarmowym, opłacam głupie parę złotych składki członkowskiej w Krajowej Sieci Alarmowej Sztabu Ratownictwa i śpię spokojnie, Wiem, że jeżeli zacznie się dymić to natychmiast będzie alarm i zaraz przyślą straż pożarną, a przy okazji przez całą dobę pilnują czy ktoś nie włamał mi się do mieszkania.
    Praktycznie za koszty usuwania skutków jednego pożaru można by wszystkie budynki w mieście zabezpieczyć w tej sieci.
    Rencistom i emerytom, których nie stać na zakup centralki alarmowej dają ją za darmo. Wiem to bo załatwiłam u nich taki zestaw do wzywania pogotowia swojej 75-letniej sąsiadce. Dostała go od nich bezpłatnie bo z mizernej renty nie była w stanie kupić sprzętu. Sama jak się o tej Sieci Alarmowej dowiedziałam to najpierw nie wierzyłam, a potem byłam bardzo pozytywnie zaskoczona.
    Mają też opcję, że jak ktoś dostanie zawału serca to jednym przyciśnięciem w noszonym przy sobie breloczku lub telefonie mogą wezwać Pogotowie Ratunkowe. To samo dotyczy napadu. Myślę, że wielu ludzi nie wie, że taka sieć działa i dlatego co jakiś czas dochodzi do takich strasznych nieszczęść. Wielu ludzi mogłoby żyć. Pytałam ich dlaczego się nie reklamują. Odpowiedzieli, że są organizacją całkowicie non profit i nie mają pieniędzy na opłacanie reklam, a te co mają przeznaczają na zakup sprzętu dla emerytów i rencistów, żeby jak największej liczbie ludzi pomóc.
    Media chętnie pokazują, piszą i mówią o ludzkich tragediach, ale ani słowem nie wspominają o tym, że dzięki działaniom społecznego Sztabu Ratownictwa SKSR ci ludzie mogliby żyć spokojnie dalej. Uważam, że warto o tym mówić.

  2. Jako strażak biorący udział w gaszeniu pożaru jako jeden z pierwszych zastępów byłem zaskoczony kiedy okazało się że w hydrantach na terenie zakładu nie było wody! Kiedy dotarliśmy na miejsce była szansa na uratowanie hali magazynowej niestety system ppoz zadziałał dopiero po przyjeździe właściciela i ręczny włączeniu pomp hydrantowych w pomieszczeniu nie dostępnym dla straży włączniki które znajdowały się na ścianie (ogolno dostępne) nie reagowały nawet po załączeniu pomp kiedy hala magazynowa stała już w ogniu ciśnienie w hydrancie wynosiło 1 bar co nie pozwoliło na za tankowanie straży czy utworzenie Lini gasniczej z rozdzielaczami. Podsumowując oszczędności i nie sprawny system ppoż spowodował wielomilionowe straty

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj