Oprawy High Bay a natężenie światła wymagane na stanowisku

Artykuł sponsorowany

Rozmowa o oświetleniu hali zwykle zaczyna się od mocy opraw. To zły punkt wyjścia, bo wat mówi o poborze energii, a nie o tym, ile światła spadnie na stół warsztatowy. Liczbą, która ma znaczenie, jest natężenie oświetlenia na płaszczyźnie pracy, mierzone w luksach.

Wymagania są opisane w normach i różnią się kilkukrotnie w zależności od tego, co się w danym miejscu robi. Magazyn wysokiego składowania, gdzie chodzi głównie o poruszanie się i odczytanie etykiety, potrzebuje wielokrotnie mniej niż stanowisko kontroli jakości, na którym ocenia się detal.

Ile luksów trzeba mieć i skąd to wiadomo

Dla orientacji: ciągi komunikacyjne i strefy składowania mieszczą się w dolnych setkach luksów, typowe stanowiska montażowe wymagają kilkuset, a prace precyzyjne i kontrola wizualna znacznie więcej. Do tego dochodzą wymagania dotyczące równomierności, czyli stosunku wartości najniższej do średniej, bo światło rozłożone nierówno męczy wzrok nawet przy poprawnej średniej.

Pomiar robi się luksomierzem na wysokości płaszczyzny pracy, czyli zwykle około osiemdziesięciu centymetrów nad podłogą, a nie na posadzce. Różnica bywa istotna, szczególnie przy wysokim montażu. Pomiar wykonuje się po zmroku albo przy zasłoniętych świetlikach, żeby nie mierzyć światła dziennego.

Przy wysokich halach oprawy dobiera się nie tylko mocą, ale i kątem rozsyłu. Wąski rozsył kieruje strumień w dół i sprawdza się przy dużej wysokości, szeroki daje bardziej równomierne pokrycie przy niższych stropach. Oprawy typu high bay mają zwykle kilka wariantów rozsyłu tego samego modelu i właśnie ten parametr, a nie moc, decyduje o tym, ile opraw będzie potrzebnych.

Rachunek, który robi się na kartce

Zanim zamówi się cokolwiek, warto policzyć rząd wielkości. Liczba opraw wynika z wymaganego natężenia, powierzchni, strumienia świetlnego jednej oprawy i współczynnika utrzymania, który uwzględnia zabrudzenie i spadek strumienia w czasie. Dokładne obliczenia robi się w programie, ale szacunek na kartce pozwala sprawdzić, czy oferta ma sens.

Typowy błąd to pominięcie współczynnika utrzymania. Instalacja policzona dokładnie na wymagane natężenie w dniu montażu po trzech latach zjedzie poniżej normy, bo oprawy się zabrudzą, a źródła stracą część strumienia. Dlatego projektuje się z zapasem i przewiduje czyszczenie.

Drugi błąd to liczenie samej średniej bez patrzenia na rozkład. Kilka mocnych opraw daje wysoką średnią i jednocześnie ciemne strefy między nimi. Więcej słabszych opraw rozmieszczonych gęściej kosztuje podobnie, a daje światło, przy którym da się pracować.

Garaż podziemny, hala i piwnica we wspólnocie

Te same zasady obowiązują w budynkach wielorodzinnych, tylko skala jest mniejsza. W garażu podziemnym liczy się równomierność i brak olśnienia przy wyjeździe, w piwnicach i pralniach wystarczy niewielkie natężenie, ale oprawy muszą znosić wilgoć.

Dla wspólnoty najważniejszy bywa rachunek. Wymiana starych opraw świetlówkowych na LED w garażu zwraca się zwykle w kilka lat, przy czym oszczędność bierze się z dwóch źródeł: mniejszego poboru mocy i braku wymiany świetlówek. Do tego dochodzi sterowanie czujnikami ruchu, które w ciągach komunikacyjnych obniża zużycie jeszcze wyraźniej.

Warto jednak uważać na dwie rzeczy. Czujnik w garażu musi mieć opóźnienie wyłączenia dopasowane do tego, ile czasu zajmuje przejście od auta do windy, bo inaczej mieszkańcy będą machać rękami w ciemności. A oprawy w miejscach, gdzie stoją samochody, powinny mieć odpowiednią odporność na uderzenia, bo prędzej czy później ktoś zahaczy je bagażnikiem dachowym.

Parametry, które warto sprawdzić przed zakupem

Karta produktu mówi więcej niż opis z oferty. Poza strumieniem świetlnym i mocą liczy się skuteczność świetlna, czyli ile lumenów wychodzi z jednego wata, bo to ona przekłada się na rachunek. Dalej temperatura barwowa: neutralna biel sprawdza się w pracy, ciepła w częściach socjalnych.

Trzecia rzecz to stopień ochrony, dobierany do warunków, a nie do katalogowego minimum. W hali z pyłem albo w myjni liczy się odporność na wnikanie ciała stałego i wody, a w chłodni dodatkowo zakres temperatur pracy. Czwarta to jakość zasilacza, od której zależy migotanie. Tanie zasilacze dają tętnienie, które męczy po kilku godzinach i bywa przyczyną skarg, których nikt nie potrafi nazwać.

Na koniec gwarancja i dostępność. Oprawa z pięcioletnią gwarancją producenta obecnego na rynku jest bezpieczniejsza niż tańsza z nieznanego źródła, bo przy wymianie po trzech latach chodzi o to, żeby dało się dokupić identyczny model. Ofertę opraw z pełnymi danymi technicznymi prowadzi między innymi Onninen.

Modernizacja etapami i co po niej sprawdzić

Wymiana oświetlenia w czynnym obiekcie idzie zwykle sekcjami, bo nie da się wyłączyć wszystkiego naraz. Dobrym podziałem jest jedna strefa na raz, z pomiarem przed i po. Pomiar przed modernizacją daje punkt odniesienia, a pomiar po niej jest dowodem, że osiągnięto to, co obiecywała oferta.

Po zakończeniu warto zaplanować czyszczenie opraw, bo to najtańszy sposób na utrzymanie parametrów. W hali zapylonej robi się to raz w roku, w czystym magazynie rzadziej. Zaplanowane czyszczenie kosztuje kilka godzin pracy ekipy, a brak czyszczenia oznacza po kilku latach dokładanie opraw, które wcale nie były potrzebne.

Pełne zestawienie parametrów, rozsyłów i stopni ochrony dla opraw przemysłowych znajdziesz na www.onninen.pl.

Artykuł sponsorowany

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Obserwuj Nas:

31,270FaniLubię
1,041ObserwującyObserwuj
1,200SubskrybującySubskrybuj

Nowe

- Reklama -