Dzbanek dojechał w trzech kawałkach. Od tamtej pory pakuję ceramikę inaczej

Artykuł sponsorowany

Dzbanek dojechał w trzech kawałkach. Od tamtej pory pakuję ceramikę inaczej

Siostra dostała ode mnie dzbanek z jarmarku i zadzwoniła zaraz po odbiorze paczki. Nie żeby podziękować. „Słuchaj, on grzechocze”. Rozpakowywała przy mnie, przez telefon: ucho osobno, korpus w dwóch kawałkach, pokrywka cała. Jedyna cała rzecz w całym kartonie.

Pakowałem to w sobotę wieczorem, w karton po butach i w gazetę. Wydawało mi się, że gazety jest dużo. Było jej dużo, tylko nie tam, gdzie trzeba. Od tamtej pory pakuję inaczej – nie z talentu, po prostu raz zapłaciłem za naukę siedemdziesiąt złotych i minę siostry.

Nie tłucze się od upadku, tłucze się od nacisku

Przez lata myślałem, że paczka albo spadnie, albo dojedzie w porządku. Nieprawda. Kurier rzadko rzuca czymkolwiek o beton, za to stawia na paczce cztery inne i jedzie tak sto kilometrów. Ceramika pęka od tego, co ją dociska z góry, i od tego, o co się opiera z boku.

Najgorsze są miejsca, w których szkło dotyka szkła. Dwa kieliszki włożone obok siebie bez przekładki pracują przy każdym zakręcie i ocierają się krawędziami. Wystarczy jedno mocniejsze hamowanie. Z talerzami jest podobnie: ułożone na płasko, jeden na drugim, pękają w połowie stosu, bo cały ciężar idzie przez środek. Ustawione na sztorc, jak płyty w regale, trzymają się znacznie lepiej.

Sąsiad, który przez parę lat woził szkło do restauracji, ujął to krócej: „Wszystko, co wystaje, urwie się pierwsze”. No i miał rację. Ucho kubka, dziobek dzbanka, nóżka kieliszka – u mnie pękało zawsze dokładnie tam. Nigdy w środku ścianki.

Długo nie wypełniałem wnętrza naczynia. A dzbanek czy wazon to w gruncie rzeczy cienka ścianka postawiona wokół pustego środka. Zmięty papier podpiera ją od wewnątrz i przy nacisku ścianka nie ma dokąd uciec. Przy wysokim wazonie widać to najlepiej, bo przy wylewie bywa cieńsza niż przy dnie.

Dwa pudełka zamiast jednego

Garncarka na jarmarku zawinęła mi tamten dzbanek w gazetę w dziesięć sekund i było to zupełnie w porządku – na drogę do samochodu. Wysyłka kurierem to inne zadanie i długo tych dwóch rzeczy nie rozdzielałem.

Teraz rzecz krucha jedzie u mnie w dwóch opakowaniach, nie w jednym. W środku pudełko dopasowane do przedmiotu, na zewnątrz zwykły karton, a między nimi warstwa wypełnienia dookoła. Trzy, cztery centymetry z każdej strony, od góry i od dołu też.

Chodzi o to, żeby nic w środku nie dotykało zewnętrznej ścianki. Kiedy dotyka, każde uderzenie w karton idzie prosto w ceramikę. Sprawdzam to palcem: wciskam go między pudełko a ściankę i jeśli wchodzi bez oporu, dokładam papieru. Minuta roboty.

Mierzę przedmiot w najszerszym miejscu i dopiero potem szukam opakowania. Przy pudełkach ozdobnych sprawdzam jeszcze, czy podany wymiar jest wewnętrzny, czy zewnętrzny – przy grubszej tekturze różnica potrafi wynieść centymetr na stronę. Polscy producenci podają zwykle wewnętrzny. Przy dzbanku z uchem akurat o ten centymetr wszystko się rozbija.

Za pierwszym razem wybierałem pudełko oczami, nie ręką. Teraz sprawdzam też, gdzie ma słabe punkty. Pudełka z okienkiem świetnie wypadają przy wręczaniu, bo widać, co jest w środku, ale samo okienko to wycięty otwór z cienką folią i ta folia niczego nie utrzyma. Ceramika nie może się o nią opierać ani jej dociskać. Układam przedmiot tak, żeby najgrubszą ścianką stał po stronie tektury, a pod okienkiem zostawiam papier. Takie pudełko zawsze wkłada się do większego kartonu, nigdy nie jedzie samo.

Podobna sprawa z samą tekturą. Do wysyłki biorę pudełka z falistej, nie z cienkiego litego kartonu. Lity ładnie wygląda i dobrze przyjmuje nadruk, więc chętnie się po niego sięga, tylko że przy nacisku z góry ugina się jak kartka.

Co owijam czym i dlaczego pokrywka jedzie osobno

Każdy element pakuję oddzielnie. Pokrywkę z dzbanka albo z cukiernicy wyjmuję zawsze, nawet jeśli siedzi ciasno – w drodze podskakuje i obija się o kołnierz od środka, a tego nie widać, dopóki naczynie nie zacznie przeciekać. Owijam ją osobno i kładę obok, nie na wierzchu.

Między talerze wkładam przekładkę. Kawałek tektury albo złożony papier, byle dwie sztuki ceramiki nie stykały się bezpośrednio. Przy kieliszkach owijam najpierw samą nóżkę, dopiero potem całość. Nóżka jest cienka, pęka pierwsza, a przy okazji przebija papier i rani sąsiada z tego samego kartonu.

Do owijania biorę zwykły szary papier z rolki. Gazeta też działa, tylko farba schodzi na glazurę i potem trzeba to zmywać. Folia bąbelkowa jest wygodna, ale przy matowej ceramice potrafi zostawić ślad po bąbelkach – u mnie została na dwóch jasnych kubkach i zeszła dopiero po dwóch myciach. Szkło owijam grubiej niż ceramikę. Ceramika pęka, szkło się rozsypuje.

Taśmy nie kleję bezpośrednio na przedmiot. Ani na glazurę, ani na szkło. Zdejmowanie taśmy z matowej ceramiki to osobna przygoda, a przy złoconym brzegu kieliszka razem z taśmą schodzi złoto. Papier owija się i zakleja sam ze sobą, a przedmiot zostaje czysty.

Zanim zakleję karton, robię trzy rzeczy

Potrząsam. Biorę karton w obie ręce i ruszam nim mniej więcej tak, jak zrobi to kurier przy przekładaniu. Jeżeli cokolwiek się przesuwa albo stuka, otwieram i dokładam papieru. Zajmuje minutę. Tamten telefon od siostry trwał dłużej.

Robię zdjęcie zapakowanej zawartości, zanim zamknę wieko. Raz przydało się przy reklamacji u przewoźnika, bo bez zdjęcia rozmowa i tak schodzi na „a może było źle zapakowane”. Podpisuję też karton, którą stroną do góry – choć nie ukrywam, działa to mniej więcej w połowie przypadków.

I zostawiam sobie na pakowanie kwadrans, nie pięć minut. Wieczorem, na spokojnie, nie w biegu przed wyjściem na pocztę.

Drugi dzbanek dojechał cały. Ten sam jarmark, ta sama garncarka, ta sama trasa przez pół Polski. Zmieniło się pudełko i to, ile czasu na nie poświęciłem.

Artykuł sponsorowany

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Obserwuj Nas:

31,142FaniLubię
1,040ObserwującyObserwuj
1,200SubskrybującySubskrybuj

Nowe

- Reklama -